reklama

Mad Max: Recenzja z 47 godzin zbierania złomu (wideo)

Radomir WiśniewskiZaktualizowano 
Mad Max<br>Mad Max
Mad MaxMad Max Avalanche Studios
Dziwna gra. Czasami po godzinie człowiek ma dosyć, bo w kółko trzeba robić to samo. Jak w fabryce. A czasami można sobie urządzić parogodzinną sesję i na ten czas zapomnieć o całym świecie. Recenzja gry mad Max

Recenzja dla tych, którzy nie lubią czytać:
Tak, jak w niektórych grach są losowo generowane poziomy, tak tu jest chyba losowo generowana fabuła.
Ale są też śliczne postapokaliptyczne widoki. Jest też świetny model jazdy, niezgorsza walka wręcz i parę fajnych pomysłów. Jest też mnóstwo rzeczy do zrobienia.
Można pograć parę godzin i zapomnieć. Można przegrać 50 godzin i świetnie się bawić.

Recenzja dla tych, którzy lubią czytać:
A przez cały czas można się dziwić, dlaczego twórcy zapomnieli o paru rzeczach, przez których brak Mad Max nie jest jedną z najlepszych gier ostatnich lat.

Zapomnieli przede wszystkim o fabule, dobrych dialogach i przynajmniej odrobinę ciekawych postaciach.

Sprawa wygląda tak: Mad Max traci swój samochód. Postanawia zdobyć nowy i przy okazji zemścić się za stary. Prosty pomysł nie jest zły; przynajmniej wiadomo, o co chodzi.
Chwilę po pierwszej sekwencji poznajemy też jedyną ciekawą postać w grze: Chumbucketa.

To coś na kształt połączenia Golluma z Quasimodo. Wygląda pokracznie, jest silnikogrzebem i od czasu do czasu uraczy nas zabawnym tekstem (Stworzę ci brykę szybsza niż strach, słyszałem krwawe dźwięki zadym, itd).

Chumbucket ma swój styl i swój język. Inna sprawa, że trochę nam się przeje, bo podróżuje z nami przez jakieś 90 procent gry. Zawsze siedzi na pace naszego Magnum Opus (tak się nazywa auto Maxa), gdzie obsługuje część broni czy naprawia pojazd.

O samym Maxie nie ma co pisać: nie mówi wiele, a jak już mówi, jest to kompletnie nieistotne. Więcej głębi mają bohaterowie telenoweli.
To samo dotyczy postaci niezależnych: scenki z nimi można przeklikać i tylko spojrzeć na mapę, żeby zobaczyć, gdzie mamy je-chać i kogo ubić. Albo co przywieźć. Ekrany ładowania są ciekawsze, bo wyświetlają się różne porady i wskazówki.

Na dodatek część misji głównych czy zlecanych przez co ważniejsze postacie niczym nie różni się od tego, co można robić w grze. A można dużo.

Mad max to klasyczny sandbox. Duży, otwarty świat i całkiem spora swoboda. Po 2-3 godzinach można dać sobie spokój z fabułą i zająć się czymkolwiek. Czyli zbieraniem złomu na różne sposoby.

Złom to lokalny środek płatniczy.
Za złom ulepszamy samochód, ulepszając zawieszenie, silnik, dodając coraz to lepsze opancerzenie, tarany czy osłony. Auto ma też na pace harpun i wyrzutnię pocisków (te obsługuje Chumbucket, kiedy prowadzimy - ale celujemy osobiście). Jest też karabin snajperski (żeby z niego skorzystać, musimy się zatrzymać i przesiąść na tył).

Po co nam te wszystkie bajery?
Harpunem niszczymy bramy wjazdowe do obozów, albo ściągmy snajperów z wież. Możemy też podczas szalonych pościgów niszczyć opony wrażych pojazdów czy "wyrywać" kierowców. Przeciwników możemy też taranować.

W połączeniu z bardzo fajnym, czysto zręcznościowym modelem jazdy i perfekcyjnie zrealizowanymi wybuchami, walka w sa-mochodzie to jedna z najlepszych rzeczy w Mad Maxie.

A są jeszcze wyścigi i polowania na wrogie konwoje czy przygotowania do ataków na obozy, gdzie w aucie niszczymy zapory, strzelające wieże, wspomnianych snajperów czy zbiorniki z ropą zasilającą miotacze ognia.

Za złom ulepszamy też część naszego Maxa.
W miarę postępów w grze możemy Maxowi kupić lepsze wdzianko dające większą ochronę przed obrażeniami, ulepszyć mu strzelbę, zwiększyć ilość amunicji, nauczyć nowych sztuczek w walce czy - już tylko kosmetycznie - zmienić fryzurę.

Natomiast za wykonywanie wyzwań, lepsze czasy w wyścigach i niektóre zadania dostajemy żetony Griffy.
Kiedy ich trochę uzbieramy, jedziemy do wspomnianego Griffy (zawsze znajdziemy go na mapie w jakimś ciekawym miejscu. To tajemniczy jego-mość raczący nas odrobiną postapokaliptycznej filozofii) i żetony wymieniamy na wydłużenie paska zdrowia, zwiększenie ilości zbieranego złomu/zadawanych obrażeń/czasu trwania furii (kiedy to podczas walki wręcz zadajemy wzmocnione obrażenia, itd).

Wszystko razem sprawia, że rozwój tak Maxa, jak i Magnum Opus jest bardzo rozbudowany.

A jeszcze można ulepszać twierdze. Tych jest kilka i do każdej trafimy podążając za fabułą: dostaniemy tu różne misje poboczne i fabularne.
To również nasze bazy wypadowe, gdzie uzupełnimy amunicję i wodę (woda i jedzenie pozwalają uzupełnić zdrowie: jedzenie jednorazowo, a wodę możemy przelać do manierki i mieć na wszelki wypadek). Wcześniej jednak trzeba na pustkowiach znaleźć kilkanaście planów i potem wybudować odpowiednie urządzenia w twierdzy. Za każdym razem te same. Trochę bez sensu.

A po co tak ulepszamy Maxa? Nie wystarczy odpicować i dozbroić magnum Opus?
Nie wystarczy, bo często trzeba używać pięści. Zwłaszcza przy przejmowaniu wrażych obozów. To jedna z ważniejszych rzeczy w grze. Obóz trzeba znaleźć, zniszczyć jego obronę, a potem wparować do środka; już pieszo.

W środku czeka na nas czasami i kilkudziesięciu przeciwników w kilku rodzajach (z tarczami, bronią białą, skaczących mniej lub bardziej. Trafiają się też rzadsze odmiany: na przykład tacy, którym życie nie miłe i od razu samobójczo rzucają się na nas z jakąś bombą z krótkim lontem. Albo mini bossowie).

Walka wręcz przypomina Batmana. Albo Sleeping Dogs: kontrowanie jest najważniejsze. Z czasem Max nauczy się paru sztuczek i ciosów specjalnych. Można też posiłkować się nożem czy strzelbą, ale ta jest wolna, a maksymalnie możemy mieć podaj sześć sztuk amunicji.
Jest też pasek furii: po jego zapełnieniu Max zadaje większe obrażenia, a czas nieco spowalnia.

Efekt końcowy?
Bardzo dobry i bardzo widowiskowy. owszem, czasami kontra nie zadziała i dostaniemy po łbie, czasami kamera się zgubi.
W obozach szukamy też złomu, zdarzają się poukrywane pomieszczenia.

Obozy to nie wszystko: cała mapa jest usiana pomniejszymi lokacjami. To zazwyczaj wspomnienia lepszych czasów. A to wrak małego statku, a to ruiny stacji benzynowej, a to jakaś pieczara. Wszędzie jest trochę złomu, czasami trochę wody czy amunicji.

Wszędzie są też "strzępki historii" - zdjęcia czy rysunki z notatkami pozostawione przez różnych ludzi w różnych czasach: fabularnie bez znaczenia, ale trochę klimatu robią.
Tyle, że jest tego za dużo. Trzeba dojechać, wysiąść, przywalić dwóm gościom i zabrać dwie kupki złomu. Na początku jest to fajne, ale z czasem robi się nieznośne nudne. Miejscówki są w kilku rodzajach, a nic spektakularnego w nich nie znajdziemy.

Jest też od groma straszaków (totemy ustawiane przez bandziorów - podjeżdżamy i taranujemy. Albo niszczymy harpunem) i wież snajperów. Za dużo.

Ale czasami trafimy też do bardzo ciekawych lokacji nie będących ani twierdzami, ani obozami. To może być pogrzebany w wydmach kościół. To może być całe lotnisko też przysypane już piachem, to mogą być tunele metra.

Szczerze mówiąc niektóre tego typu miejsca wyglądają fantastycznie: postapokalipsa pełną gębą. Aż chciałoby się coś takiego zobaczyć na przykład w nowym Falloucie.

Skoro już mowa o tym, co można zobaczyć: Mad Max wygląda bardzo dobrze. Są świetne wybuchy, są niezłe animacje podczas walk. Są wspomniane nietuzinkowe lokacje.

Ale też same pustkowia prezentują się zacnie.
Owszem, wszędzie niby tylko piach i trochę skał, ale całość bardzo zmyślnie udekorowano: a to pozostałości farmy wiatrowej, a to zniszczony most, a to stare, rdzewiejące billboardy przy autostradzie... Natomiast sam projekt samochodów, przeciwników i innych postaci też może się podobać, choć tu twórcy - Avalanche Studio, autorzy serii Just Cause - mieli mniejsze pole do popisu: wszystko jest tak, jak w ostatnim filmie.

Są też atrakcje dodatkowe, jak na przykład pojawiające się od czasu burze piaskowe. Albo balony obserwacyjne, z których rozpościera się piękny widok na okolice.
Warto też dodać, że od strony technicznej trudno się do czegoś przyczepić: wymagania sprzętowe są rozsądne, a przysłowiowa "optymalizacja" działa właściwie bez zarzutu.

Gdyby tylko fabuła była lepsza, gdyby postacie były ciekawsze...
Muzykę też mogliby dać lepszą.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3